Jestem fotografem z zamiłowania, dlatego traktuję tę pracę jako przyjemność, hobby, ale także jako ambitne wykonanie zlecenia dla klienta. Zaczynając swoją przygodę z fotografią ślubną/okolicznościową spotkałem się z bardzo różnymi zachowaniami, zarówno ze strony fotografów, kamerzystów jak i …członków rodziny pary młodej.

Początek przygody

Swoją przygodę z fotografią ślubną zacząłem jako stażysta w bardzo „cenionym”, polecanym i chętnie odwiedzanym salonie fotograficznym. Od szefa dostałem informację, że będę mógł wykonywać śluby jako podwykonawca. Ponieważ nie miałem doświadczenia, byłem bardzo zadowolony że będę mógł zobaczyć jak pracują profesjonaliści.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku tygodniach czytania poradników i książek, wypowiedziach fotografów i Par Młodych dostałem informację, że reportaż ze ślubu, a konkretnie przyjęcia weselnego, wykonam sam. Jedyne informacje które dostałem dotyczyły ilości zdjęć które mam wykonać i rzeczy, które mają być sfotografowane. W sumie 5 minut tłumaczenia. Umowa z parą młodą na wykonanie zdjęć była zawarta słownie, więc w przypadku jakichkolwiek roszczeń, młodzi nie mieli podstaw by domagać się reklamacji.

Do tematu podszedłem ambitnie. W dniu uroczystości zrobiłem dwa razy więcej zdjęć niż zlecił mi szef. Z perspektywy czasu …nie jestem zadowolony z formy reportażu. Zero emocji, brak spójności kolorystyki i oświetlenia na poszczególnych kadrach. Umknęło mi wiele ciekawych chwil. Młodzi nie mieli nic do gadania przy odbiorze zdjęć, zresztą, o dziwo …podobało im się niezmiernie. Fotografie czekały na nich wydrukowane i nagrane na płyty. Bardzo często po kilku dniach gotowy był również album foto. Przy tworzeniu albumu, tj. kompletowaniu określonej ilości zdjęć, nie liczyła się jakość zdjęcia tylko mina gości weselnych oraz ich ilość.

    Wyborem zdjęć do albumu zajmował się szef.Główne cechy zdjęć wybranych do albumu to:

  • im więcej osób na zdjęciu tym lepiej
  • przysłona minimum f5,6 (co oznacza: brak rozmytego tła)
  • ujęcie w kadrze „drużyny piłkarskiej”
  • konieczność stosowania lampy błyskowej niemal w każdym wypadku
  • kompozycja godna cioci z aparatem kompaktowym

Z żalem patrzyłem jak naprawdę dobre zdjęcia lądowały w koszu a ich miejsce zastępowały szablonowe kopie poprzednich uroczystości uwiecznionych w albumach pokazowych.

 

Nasz klient nasz pan

Tak, hasło bardzo na miejscu. Chcecie oczepiny? Owszem zrobimy – za dopłatą. Nigdy nie jest to tajemnicą, ale jeśli PM nie zapyta, to nikt im o tym nie wspomina z dobrej woli. Tak więc, jako stażysta, zostałem postawiony w sytuacji bardzo głupiej.
Według wytycznych: godz. 21.00 – koniec, jedź do domu. Więc pakuję sprzęt, a tu zdziwieni rodzice i PM pytają czemu już wychodzę? Rozczarowanie, telefony do szefa i …nic. Mam wracać, bo młodzi nie chcą dopłacić. W końcu z dobrego serca zostałem do „tortu” i …dostałem 10zł od świadka w podzięce. Zdjęcia „z tortu” nie znalazły się w albumie ponieważ nie było tego w umowie… Kolejne rozczarowanie PM.

Plener

Pięć utartych i sprawdzonych miejsc i dokładnie 25 pomysłów na kadry. Pozowane, sztuczne i sztywne. Tak więc, przy kompletowaniu tych albumów plenerowych …każdy był IDENTYCZNY. Tak więc na oryginalność liczyć nie można.

Obróbka

Bardzo popularne hasło w dobie Photoshopa i innych programów graficznych. Ale dla niektórych to słowo oznacza: ramki, efekt sepii, wycinanie i wklejanie dziwnych obiektów. I tak właśnie wyglądała ewentualna obróbka w zakładzie. O innej nie mogło być zresztą mowy, ponieważ monitory w firmie były totalnie rozkalibrowane. Oznaczało to że czarny był szary, niebieski był fioletowy, a pomarańcz wpadał we wściekłą czerwień. Każda próba przekonania szefa do zamówienia usługi kalibracji kończyła się odpowiedziami, że to „marnowanie kasy”, albo „przecież wszystko widać”. Ustawienie poprawnego balansu bieli oraz odcieni i prawidłowego koloru skóry było totalnie czymś z kosmosu.

Skończyło się na tym, że przyniosłem własnego laptopa do obróbki zdjęć i korzystałem z Lightroom’a do wywołania i obróbki RAWów. Zdaniem szefa, było to marnotrawstwo czasu, bo przecież można robić zdjęcia w JPG i oddawać tylko z retuszem pryszczy na twarzy. Niestety, czasy negatywów w dynamicznym reportażu ślubnym już dawno przeminęły.

Zdjęcia z sobotniej imprezy miały być gotowe we wtorek ponieważ szły do druku, a w piątek można było odebrać album, jeśli PM nie zamówiła pleneru.

Opisane wyżej sytuacje oczywiście są skrajnymi przypadkami, które bardzo często były sprowokowane samymi oczekiwaniami klientów. Najczęściej odbiorcami byli ludzie, którzy tak na prawdę nie wiedzieli czego szukają, a do zakładu trafili przy okazji.

Główne oczekiwania dotyczyły finansów i terminu odbioru, a jakość zdjęć nie była czymś priorytetowym. Smutna rzeczywistość mniejszych miejscowości, gdzie ważniejsze od pamiątki ślubnej, jest to ile ciepłych posiłków będzie na weselu.

[author] [author_image timthumb=’on’]http://przemyslawcioch.pl/omnie/autoportrait.jpg[/author_image] [author_info]Student grafiki z wykształceniem informatycznym. Aktualnie online marketing manager w MICHELIN. Posiada doświadczenie w prowadzeniu portalu e-learningowego, projektowaniu na potrzeby sieci oraz druku. Po pracy w biurze zajmuje się fotografią. www.przemyslawcioch.pl [/author_info] [/author]